Karpacz - Kar
Za czasu mojej młodości przyjeżdżałem bardzo często w Karkonosze, a szczególnie do Karpacza. Podobał mi się ten wakacyjny gwar i tłumy młodych ludzi. Pewnego razu poszliśmy z kolegami w góry, mając w naszym schronisku
Karpacz godzinę obiadokolacji ustaloną na 19-tą. W okolicy schroniska pod Łabskim Szczytem warunki pogodowe tak się zmieniły, że postanowiliśmy nie dochodzić do Szrenicy, tylko zawrócić. Gdy doszliśmy w okolicę starej polany, to już przecież prawie w Karpaczu, któryś z moich genialnych kumpli zaproponował jakąś nieznaną i nieoznakowaną ścieżkę. Nasza wina, że przystaliśmy, a po półgodzinnej drodze nie umieliśmy znaleźć dogi powrotnej. Wszystko było dosłownie rozmyte przez rwący wszędzie potok, taka nas złapała ulewa. Po perypetiach doszliśmy do Karpacza na 10-tą. Kierownik schroniska chciał już wzywać GOPR. Karpacz dał nam dużą nauczkę - po górach chodzi się tylko szlakami.
Podobne: