Szczyrk - bez aparatu
Na wakacje pojechaliśmy w tym roku do Szczyrku. Zrobiliśmy głosowanie i tylko Jasiek chciał nad morze, ale jeden głos się nie liczył. Joanna, jak zwykle pomogła nam w wyborze internetem. Wyszukała kilka miejscowości górskich, ale najbardziej interesującym wydał się nam właśnie Szczyrk. Długo się nie zastanawiąjąc zrobiliśmy rezerwację. Całe dwa tygodnie w górach. Po prostu rozpusta. Pogoda nas nie rozpieszczała, bo w zasadzie słońca to za bardzo nie uświadczyliśmy, ale za to nie padało i to jest najważniejsze. Noclegi mieliśmy w schronisku
Szczyrk. Stare, ale solidne, a do tego kuchnia tak dobra, że nawet moja żona, która jest po prostu mistrzynią kuchni i bardzo krytycznie nastawiona do wyczynów innych kucharzy, tym razem kiwała głową z dużą aprobatą. Złaziliśmy te wszystkie górki dookoła. Nam wprawionym w słowackich Karpatach, takie tam wyżyny nie straszne. Frajdy mieliśmy dużo, bo wędrowanie po szlakach to nasza pasja. Szkoda tylko, że wyjeżdżając w wielkim pośpiechu, bo prawie spóźniliśmy się na pociąg, zapomnieliśmy aparatu fotograficznego. To już strata, ale pocieszamy się, że nie nieodwracalna.